Pierwsza lala którą zrobiłam - Pipi - była zachętą do dalszego działania,
Ktoś mi powiedział, że z zamkniętymi oczami to troszkę ta dziwnie , że chciałby zobaczyć lalę z otwartymi. No, ale jak to z otwartymi ? W dalszym ciągu chyba nie wierzyłam we własne siły a " fatum lalowe" wydawało się być wciąż gdzieś w powietrzu. Ryzykuje, trudno najwyżej nie będę zadowolona.
I zrobiłam.Całą serię kolorowych , przytulaśnych, wesołych laleczek.
Zaczynam chyba wypracowywać po woli swój styl. Nie to, że wcześniejsze przytulanki nie były moje, bo były. Nie zgapialam od innych ani też nie używałam szablonów .. ale były każda jakby z innej parady albo jak inna para kaloszy.
Teraz to się powoli zmienia.
Zresztą będziecie mieli okazję ocenić sami :) . W zasadzie to cały mój blog jakoś powoli ewoluuje , zaczynam odczuwać satysfakcję, że do wszystkiego pomalutku dochodzę sama, że uczę się i rozwijam.
A teraz czas na pierwszą lale - przez niektórych uważana jako mój portret z małymi różnicami ;)
Niech jej będzie Barbórka.

lala jak się patrzy... zazdroszczę talentu i umiejętności, mi nigdy szycie nie szło najlepiej:( zapraszam do mnie galeriamiszmasz.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPiękne te lale! Takie słodziarskie i w fajnym stylu :) A można je jakoś kupić?
OdpowiedzUsuń