POLUBIENIE PRZYTULISI

poniedziałek, 7 maja 2012

Sowia karuzela

Jak wiecie zdarza mi się realizować czasem specjalne zamówienia. Ostatnim takim była karuzelka dla dzidziusia. Miała kilka koncepcji w głowie ale wyraźne preferencje przyszłej właścicielki zmusiły mnie do zrobienia sówek. Powiecie - co to takiego zrobić sówki? Otóż dla mnie to było dużo. Dlaczego?
Bo lubię iść pod prąd panującym trendom. Sowy były dla mnie czymś zalewającym mnie z każdej strony, stały się modne za granicą i u nas zaraz wszyscy zaczęli je robić na potęgę ( podobne odczucia mam w stosunku do wąsów i ośmiornic - te ostatnie jakoś jeszcze się nie przyjęły)
Tak więc omijam takie historię szerokim łukiem. Staram się robić swoje nie oglądając się na innych.
Tu jednak nie mogłam na siłę  uszczęśliwiać kogoś czymś innym. W końcu sprawienie komuś przyjemności jest również miłe i można czasem nagiąć swoje zasady.
Zwłaszcza, że całość wyszła słodko :)

Karuzela była trzymana trochę w tajemnicy ponieważ czekaliśmy na pojawienie się maluszka na świecie. Teraz już jest więc bez problemu możemy pokazać :)

Sówki zrobiłam z bawełny , nóżki i sznureczki na szydełku. Dołożyłam księżyc i gwiazdki i oto wyszło takie coś...

 Ps. mój mąż odkrywa talent rzeźbienia w drewnie :) Krzyżak jest jego autorstwa.














4 komentarze:

  1. Karuzela wyszła kapitalnie! Aż żal że dzieci moje już za duże :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie masz rację z tym natłokiem sówek ale... mają poniekąd w sobie coś takiego, że... wkradają się w serca.
    Zresztą chyba lepiej, że są to sowy niż... motylki od których odpędzić się ostatnio nie można...
    A karuzela czyżby dla chłopca...?
    Wygląda rewelacyjnie...:*

    OdpowiedzUsuń
  3. inno - jak najbardziej odgadłaś :) To dla małego chłopczyka było zamówienie.
    Dziękuję dziewczyny za miłe słowa, mam nadzieję że maluszkowi też się podoba :)

    OdpowiedzUsuń